Tak. Dziś dzień moich urodzin.
Wstałam z łóżka i powędrowałam do kuchni.
Kiedy tam weszłam... Louisa nie było.
Po chwili zapaliłam światło, a z ukrycia wyskoczyli chłopcy, Krzycząc :
- Wszystkiego najlepszego Jade!
Następnie śpiewali mi "Sto lat", a do mnie podszedł Lou z tortem.
Pomyślałam życzenie i zdmuchnęłam świeczki.
Wujkowie (i Louis) złożyli mi życzenia i kazali iść na górę i czekać tam na któregoś z nich.
Przyszedł wujek Zayn.
Usiadł koło mnie na łóżku.
- Młoda... Mamy dla Ciebie niespodziankę. Szybko się przebież, a ja zabieram Cię na przejażdżkę.
Zrobiłam tak jak powiedział.
Wsiedliśmy do czarnego Mercedesa, i samochód ruszył.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam
- Sam nie wiem... A gdzie chcesz?
- A ile mamy czasu?
- Całkiem sporo, bo o 18, mamy być w domu.
- To jedźmy do Bradford!
- Okey. - powiedział
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz